niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział 2

Nim zdążyłam wypełnić formularz, zrobiłam sobie dość długi spacer na sam skraj naszej prowincji Palomy, by odwiedzić osobę, która była mi równie bliska co obie moje siostry. Tak w sumie, to Rosie była moją rodziną, traktowałam ją tak. Znałyśmy się od dziecka, razem uczyłyśmy się sprzątać i gotować. Wspólnie brałyśmy lekcje u naszych mam – moja pouczyła nas historii, dzięki czemu wiem, że Illea powstała praktycznie z niczego, a mama Rosie, Helen, nauczyła nas czytać i pisać. Dorastałyśmy niemal obok siebie, mimo, że dzieliło nas równo dziesięć kilometrów. Idealnie w połowie drogi miedzy naszymi domami stał dąb – przybiłyśmy do jego najgrubszych gałęzi deski, na których mogłyśmy swobodnie usiąść i się pobawić. Teraz jednak byłyśmy już za stare na szmaciane lalki, które oczywiście same sobie szyłyśmy, więc nasze spotkania ograniczały się jedynie do rozmowy.
Tak jak zawsze od kilku miesięcy przybyłam pod nasze drzewko spotkań punktualnie o dwunastej. Wiedziałam już, że z domu muszę wyjść dokładnie godzinę i dwadzieścia minut przed spotkaniem, by zdążyć. Powoli wspięłam się na drzewo, by nie podrzeć spodni, które mama dopiero co zszyła po ostatniej wpadce podczas wspinaczki. Usadowiłam się wygodnie na desce, która była w miejscu najbardziej zasłoniętym przez liście i czekałam, co chwile nerwowo przygładzając małą torebkę, która leżała na moich kolanach.
Tak jak zwykle Rosie nie kazała czekać na siebie długo. Już zaledwie po kilku minutach zobaczyłam jej bujną blond czuprynę, gdy wpinała się na drzewo.
- Ellie! – krzyknęła na mój widok i rzuciła się w moje ramiona, przez co mało co nie spadłyśmy z drzewa. – Tęskniłam za tobą!
Uśmiechnęłam się szeroko.
- Ja za Tobą też, Rosie – szepnęłam, przez chwilę tuląc twarz do jej pachnących mydłem włosów. W końcu odsunęłyśmy się od siebie, a Rosalie dosłownie wybuchła entuzjazmem.
- Dostałaś list? Dostałaś? – piszczała, klaszcząc w dłonie.
Wsunęłam dłoń do torebki i ostrożnie wyciągnęłam z niego formularz. Zrobiłam to tak, jakbym trzymała w ręku małe pudełeczko z najcenniejszą na świecie rzeczą w środku. Rosie wstrzymała oddech, co lekko mnie rozbawiło. Odrobinę było mi też smutno – moja przyjaciółka była rok młodsza, przez co taka świetna okazja przelatywała jej koło nosa. Kiedy nadejdą kolejne Eliminacje pewnie będzie już zamężną kobietą z gromadką dzieci. Życzyłam jej tego z całego serca – żeby zakochała się z wzajemnością i była szczęśliwa. Tego samego chciałam też dla Giny. Dla nich obu. Żeby udało im się przejść przez te wszystkie problemy i żeby los zbytnio nie rzucał im kłód pod nogi.
- Pokaż go, pokaż! – Sięgnęła po mój formularz i zaczęła go zachłannie czytać, jakby to miała być ostatnia rzecz, którą zrobi za życia. Po krótkiej chwili zaśmiała się, a ja uniosłam brwi. – Zabawne pytania tu zadają. Czy kogoś takiego jak księcia Adama lub księcia Alexandra będzie obchodziło, jaki kolor lubisz najbardziej?
Również cicho zachichotałam.
- Chyba od razu chcą dobrze poznać swoje kandydatki – zażartowałam.
- Pewnie tak – Rosie uśmiechnęła się promiennie.
Powoli schowałam formularz do torebki, uważając, żeby zbytnio się nie pogniótł. To była moja życiowa szansa, nie mogłam jej zmarnować. Cóż, nawet jeśli nie dostanę się do Pałacu, to zawsze będę mogła spróbować złapać jakąś przystojną Trójkę lub Czwórkę. Wiedziałam jednak, że mama byłaby wtedy średnio zadowolona – miała ogromne ambicje, jeśli o mnie chodziło.
- Którego z nich wolisz?
- Co proszę? – Byłam kompletnie zdezorientowana, gdy Rosie zadała mi to pytanie.
Wywróciła oczami i klepnęła się w udo.
- Książę! Który bardziej Ci się podoba?
Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się nad odpowiedzią. Nie znałam ich. Kompletnie. Jedyne, co o nich wiem, to tyle, że któryś z nich kiedyś zasiądzie na tronie i będzie rządzić Illeą. Czasami docierały do mnie jakieś plotki o nich, ale zupełnie niewiarygodne. Wydawało mi się, że oboje są całkiem skrytymi w sobie mężczyznami. W każdy piątek, kiedy emitowano Stołeczny Biuletyn Illei na ogólnodostępnym kanale, jedynie informowali nas o nowych strategiach wojennych, informacjach o wojsku, które znajdowało się na froncie, i to wszystko. Od czasu do czasu słynny reporter Gavril, który w telewizji działał już chyba dobre sześćdziesiąt lat, zapraszał ich na wywiady, jednak na każde bardziej osobiste pytanie odpowiadali wymijająco.
- Jego oczy są naprawdę niesamowite, nie uważasz?
Zamrugałam szybko i spojrzałam zdezorientowana na Rosie. Wyglądała na niezadowoloną.
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz, Eleanor?
O nie, użyła mojego pełnego imienia. To nie wróżyło dobrze, musiałam ją jakoś udobruchać.
- Przepraszam – powiedziałam szczerze, patrząc na nią. – Po prostu zastanawiałam się, czym tak naprawdę się oni różnią: obaj są przystojni i dobrze wychowani. Nie wiem o nich zbyt wiele, niemalże nic, więc naprawdę nie wiem, jak Ci odpowiedzieć.
Rosie westchnęła cicho.
- Dobrze, rozumiem. Nie będę już naciskać – powiedziała ze skruchą w głowie. – Wiem, że sam fakt, że spróbujesz przystąpić do losowania pewnie jest dla Ciebie stresujący, a ja tylko na Ciebie naciskam.
Uśmiechnęłam się delikatnie. Doskonale mnie rozumiała, nawet jeśli czasami była trochę zbyt porywcza.
- Nie przeszkadza mi to – zapewniłam szybko. – Po prostu tyle teraz dzieje się w mojej głowie, że… chyba sama rozumiesz. – Spojrzałam na nią porozumiewawczo.
Rozpromieniła się niemal od razu.
- Oczywiście, że tak! Jeśli trafisz na Eliminacje, a mam ogromną nadzieję, że tak będzie, będziesz musiała codziennie pisać do mnie listy z pikantnymi ploteczkami o naszej królewskiej rodzinie! - Zachichotała. - Och, tak bardzo chciałabym kiedyś trafić do Pałacu, poznać Adama i na żywo spojrzeć w te jego cudowne oczy.
Zaśmiałam się.
- Alexander ma takie same – zauważyłam.
- Nie! – zaprotestowała głośno z poważną miną, co rozbawiło mnie jeszcze bardziej. – Oczy Adama są błękitne z  s z a r y m i  plamkami wokół źrenicy. Plamki Alexandra są dużo ciemniejsze, niemalże czarne. – Skrzyżowała ramiona na piersiach i wydęła wargi.
Wybuchłam śmiechem. Nie musiałam czekać długo, żeby Rosie mi zawtórowała. Naprawdę dobrze i swobodnie czułyśmy się w swoim towarzystwie.
Później, kiedy już się dość uspokoiłyśmy, ułożyłyśmy się wygodnie na miękkiej trawie pod dębem i patrzyłyśmy na zielone listki, które bardzo powoli zaczęły się skręcać i zmieniać kolor.
- Za każdym razem, gdy nadchodzi zima, boję się, że ktoś z mojej rodziny zachoruje. Albo zabraknie nam jedzenia. Albo rury znów zamarzną, tak jak kilka lat temu, i znowu nie będzie wody przez kilka dni – wyszeptała Rosalie. Spojrzałam na nią lekko zaskoczona. Odwzajemniła moje spojrzenie, lecz w jej oczach widziałam jedynie powagę. – Rok temu Jeremy zachorował na grypę. Ledwo przeżył – powiedziała cicho, a głos jej się zatrząsł. Doskonale pamiętałam ten czas, w którym każdy dzień był zarówno oczekiwaniem na ozdrowienie, jak i strachem przed śmiercią sześcioletniego brata Rosie. – Boję się, że to się powtórzy, Ellie.
Byłam kompletnie zbita z tropu nagłą zmianą tematu. Wiedziałam jednak, że ta kwestia wsi nad nami jak ogromna chmura burzowa, która tylko czeka, aby w odpowiednim momencie trafić nas piorunem. Prawda była taka, że każdemu mogło się to przytrafić – choroba w najnieprzyjemniejszą porę roku. Walka z zimą trwała bez końca i wiedziałam, że kiedyś w końcu będziemy mieli dość. Wszystkiego.
- Dlatego chcę, żebyś trafiła do konkursu. Żeby was to nie spotkało - powiedziała już głośniej, jednak ja nic nie odpowiedziałam. Leżałyśmy tam długi czas, zastanawiając się, co zrobię, jeśli mnie nie wylosują.
Będzie ciężko. 


- No dalej, wypełnij go! – zachęcała mnie Gina gorączkowo, dosłownie wpychając mi w dłoń długopis. Lekko rozbawiona przewróciłam oczami.
Formularz był prosty. Wpisałam swoje imię, wiek, klasę i informacje kontaktowe. Musiałam także podać wzrost i wagę oraz kolor włosów, oczu i skóry. Napisałam, że poza angielskim znam jeszcze hiszpański, z czego byłam niesamowicie dumna. Należało także wpisać wykształcenie, które mogło być naprawdę różne, zważając na to, że tylko Szóstki i Siódemki chodziły do szkół publicznych. Ja jednak do nich nie uczęszczałam, ponieważ mama uparła się, że mogę zarazić się jakąś nieznaną chorobą od Siódemek. Oczywiście było to nieprawdą, ale mama i tak stawała przy swoim.
W sekcji szczególnych uzdolnień się zatrzymałam. Gina, która niemalże wisiała mi na ramieniu i patrzyła, co piszę, tupnęła gniewnie nogą, czekając na dalsze słowa. Mimo tego, że miała dwadzieścia jeden lat czasami zachowywała się jak dziecko i to było całkiem zabawne.
Ostatecznie w ostatnią lukę nie wpisałam nic. Nie przychodziły mi do głowy żadne talenty, którymi mogłam się pochwalić. Właśnie miałam zamiar odłożyć długopis, kiedy usłyszałam głos matki:
- Chyba nie zamierzasz zostawić tam pustego miejsca?
Powoli uniosłam głowę, by przygotować się na jej chłodne spojrzenie. Owszem, kochałam ją bardzo, ale od czasu przysłania listu stała się trochę nieznośna. Pilnowała mnie na każdym kroku, nie pozwalała mi się garbić przy stole, kazała chodzić prosto i uczyła zasad kultury. W jej oczach już byłam kandydatką na księżniczkę, chociaż tak naprawdę jeszcze nie zaniosłyśmy formularza.
- Nie posiadam żadnych szczególnych uzdolnień – powiedziałam jedynie.
Kobieta uniosła jedynie głowę do góry, wciąż patrząc na mój formularz.
- Daj spokój, zmyśl coś – powiedziała Gina, machając lekceważąco ręką.
Wciągnęłam gwałtownie powietrze. Mogłam spodziewać się tego po mamie, ale nie po zawsze uczciwej Ginevrze. Odsunęłam krzesło i wstałam. Sięgnęłam po dużą kopertę z szarego papieru i wsunęłam do niej formularz.
- Jeśli mam zostać wybrana tylko dlatego, że skłamałam i napisałam kilka ciekawych rzeczy, których nie umiem, wolę do końca życia siedzieć w tej norze –  mruknęłam. Może to i było samolubne z mojej strony, ale mimo wszystko chciałam grać uczciwie.
Wzięłam kopertę z plikiem kartek i wróciłam do swojego pokoju, w którym w końcu mogłam na spokojnie pomyśleć.

3 komentarze:

  1. Teraz, to zaczęłam bardzo lubię Ellie! Chce być uczciwa i jeśli ją wylosują, to dostać się do eliminacji jako ona, a nie jako ktoś, kto wszystko zmyślił. Brawa dla dziewczyny!
    Zasmuciła mnie historia Rose o jej braciszku. Jak dla mnie te kasy, to jest kompletna bzdura. Ale cóż zrobić, taki świat, a nie inny.
    Gina też podkradła się do mojego serca. Jest taka pełna energii, że nie da się jej nie lubić:)
    Rozdział świetny!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też zastanawiam się czym będą się różnić od siebie królewscy bracia. Czy jeden będzie zupełnie szalony, a drugi oazą spokoju? A może żeby było jej trudniej oboje będą bardzo do siebie podobni? :D
    Z takich technicznych spraw to zastanawia mnie jak wyglądało "rzucenie się" Rosie w ramiona Ellie, podczas kiedy obie były na drzewie...? :D Czekam na wielkie losowanie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zwykle nie komentuje opowiadań, które czytam, ale tak długo czekałam na ff nawiązujące do książek Kiera Cass, że postanowiłam napisać ;)
    Czekam na kolejny rozdział, nie mogę się doczekać spotkania z braćmi. Wydaje mi się, że Ellie będzie miała ciężki wybór.
    Po przeczytaniu opisów boheterów już mam swojego faworyta, zobaczymy, którego polubi główna bohaterka ... :)
    Pisz bo nie wytrzymam kolejnego dnia bez rozdziału!
    Życzę dużo weny :)

    OdpowiedzUsuń